10 stycznia – Św. Piotr Orseolo

Biografia:

Św. Piotr Orseolo, urodzony w 928 roku, miał prawdziwie ekscytujące życie. Jako syn szlacheckiej i zamożnej rodziny Weneckiej w wieku 20 lat dowodził wenecką flotą w uwieńczonej zwycięstwem walce z piratami grasującymi na Adriatyku.

Możliwe jest, że brał udział w buncie, który doprowadził do śmierci Piotra IV w 976 roku. W wyniku przewrotu spalono Pałac Dożów, a część Wenecji uległa zniszczeniu. Piotr Orseolo został wybrany na urząd doży.

Dał się poznać jako energiczny, zaradny i niestrudzony administrator. Jak tylko przyjął urząd, rozpoczął odbudowę miejsc zniszczonych przez pożary. Z własnej kieszeni wzniósł Pałac Dożów i kościół św. Marka.

Posiadał niezwykle zapalczywą i skomplikowaną osobowość 1 września 978 roku opuścił potajemnie Wenecję i udał się do Roussillonu u stóp Pirenejów na granicy francusko-hiszpańskiej, gdzie wstąpił do klasztoru św. Michała w Cuixa. Nawet jego żona nie była świadoma celu jego podróży.

Pod kierunkiem opata Gwaryna prowadził święty żywot, oddając się modlitwie i pokucie aż do swojej śmierci w 987 roku. Wiele cudów dokonało się w jego grobowcu. Jedyny jego syn stał się jednym z największych i najsłynniejszych dożów Wenecji.

Komentarz Prof. Plinio:

Opis życia św. Piotra Orseolo przenosi nas do zupełnie innego czasu i miejsca. Należy sobie wyobrazić Wenecję w świecie kompletnie innym od naszego.

Wenecja to okazałe i czarujące miasto położone w północnych Włoszech u wybrzeży Adriatyku. Początkowo znajdował się tu jedynie zbiór małych wysepek. Kiedy jednak barbarzyńcy, przede wszystkim Hunowie, najechali zachodnią Europę, niektórzy mieszkańcy stałego lądu przenieśli się na wyspy. Kiedy niebezpieczeństwo minęło, pozostali na miejscu i zajęli się handlem ze Wschodem. Szybko też się wzbogacili i wznieśli wyjątkowe miasto. Kiedy jednak wkrótce potem skończyło się miejsce na wyspach, zaczęli budować na morzu. Dzięki użyciu pali w bezpieczny sposób postawiono wiele domów i pałaców. W ten sposób cudowne miasto Wenecja stanęło po części na lądzie, po części na wodzie.

Można sobie wyobrazić to miasto, w których zamiast uliczek były kanały. Kiedy Wenecjanie opuszczali domy, wchodzili do eleganckich łodzi zwanych gondolami i płynęli po wodzie zamiast spacerować chodnikami. Gondolierzy nie używali klaksonów, by uniknąć zderzeń. Kiedy zbliżali się do skrzyżowania i nie wiedzieli, czy z drugiej strony nie nadpływa inna gondola, zamiast trąbić, śpiewali melodyjne ostrzeżenie.

Dziś gondole są czarne. W czasach św. Piotra Orseolo były złote i posiadały baldachimy z pięknych tkanin, poduszki służące za siedziska i dywany, które dawały nie tylko komfort, ale i przydawały pasażerom wytworności. Płynąc kanałami można było podziwiać miasto usiane światłami odbitymi w tafli morza; słychać było śmiech, gwar i stukanie kieliszków z winem. W powietrzu unosił się zapach dobrego jedzenia, który dobywał się z pałaców, gdzie odbywały się bankiety. Każdy doskonale rozumiał prestiż, piękno i potęgę Wenecji. Jej niewielka cząstka pozostała do dziś, ludzie wciąż odwiedzają Wenecję, pozostając pod jej ogromnym wrażeniem.

Ten właśnie obraz przychodzi na myśl, kiedy słucha się o życiu św. Piotra Orseolo, który był dożą. Tytuł ten stanowił archaiczną odmianę słowa dux, czyli wódz. Był więc wodzem, księciem Wenecji. Musiał on wywodzić się ze znamienitej rodziny i zostać wybranym przez słynną Radę Dziesięciu. Nosił jedwabną tunikę w kolorze purpury i specjalny biret używany wyłącznie przez władców. Jego strój był iście olśniewający.

Każdego roku w święto Wniebowstąpienia Pańskiego doża odprawiał ceremoniał „zaślubin Wenecji z morzem”. Był to symboliczny akt, oczywiście, który oznaczał, iż samo istnienie miasta zależy od morza. W ów dzień doża wypływał na głębokie wody piękną galerą zwaną il bucintoro, czyli bucentaurem. Towarzyszyły mu mniejsze, złote gondole wypełnione wenecką szlachtą. Kiedy bucentaur dopływał na miejsce, doża wrzucał złoty pierścień do wody, co oznaczało doroczne zaślubiny.

Po tej ceremonii powracał, a kiedy dobijał do brzegu, rozlegał się dźwięk dzwonów w całym mieście. Na wszystkich miejskich placach śpiewano i tańczono, lało się wino, częstowano się jedzeniem. Był to dzień wielkiej radości dla mieszkańców Wenecji.

Można sobie wyobrazić w tej scenerii przyszłego świętego Piotra Orseolo. Był jak na swój wiek niezwykle dojrzałym człowiekiem. W wieku 20 lat dowodził flotom w walce z piratami u brzegów Wenecji. Zwalczanie ich było podówczas niezwykle ważnym zadaniem porównywalnym z wyłapywaniem przestępców, którzy porywają samoloty w Ameryce Południowej i kierują je do Kuby. Piraci mieli statki, którymi porywali inne jednostki cywilizowanego świata, w tym również weneckie. Kradli dobra i towary, a katolickich załogantów i pasażerów sprzedawali jako niewolników muzułmanom w Afryce i Azji.

A zatem pasażer takie statku ryzykował bycie porwanym przez piratów, bycie pozbawionym sakramentów i spędzenie reszty życia jako niewolnik sułtana. Walka z piratami była zatem pracą iście apostolską i wymagała niezwykłej odwagi. Piotr Orseolo zwyciężył ich, oczyszczając Adriatyk, czym zdobył sobie sławę i uznanie.

Wydaje się, że później przyłączył się do buntu, który spowodował pożar i zniszczenie części Wenecji, a także śmierć panującego doży. Informacje jednak na ten temat są skąpe i niezbyt jednoznaczne. Nie znam powodów tej rewolty, ale wydaje się dziwnym, by człowiek, który najwyraźniej był prawy i szlachetny miał dołączyć do rewolucji. Świętość powinna wspierać praworządność, a nie ją łamać. Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że przewroty – z kilkoma nielicznymi wyjątkami – są zawsze niesłuszne.

W każdym razie jakąś rolę odegrał w tym wydarzeniu, być może nawet przywódczą, a jego strona odniosła zwycięstwo. Obalił stary rząd i został wybrany nowym władcą. Przez chwilę zarządzał Wenecją żelazną ręką, podnosząc ją ze zgliszczy. Można powiedzieć, że był nieźle ustawiony, jako doża wenecki władał jednym z najbardziej olśniewających i najbogatszych państewek ówczesnego świata.

I wtedy otrzymał tajemniczą łaskę. Człowiek o żelaznym temperamencie, przyzwyczajony do podbojów, dominacji i zaprowadzania porządku otrzymał nagle światło. Poznał swoje grzechy i błędy przeszłości, podjął decyzję o porzuceniu dotychczasowego życia. Wymknął się z Wenecji, aby nikt nie przeszkodził mu w podróży do odległego klasztoru. Tam poprosił o zgodę na to, by został mnichem. Był to kompletny zwrot akcji. Lew zamienił się w owieczkę; wielkorządca, który trzymał całe miasto pod butem, stał się uległy i posłuszny; książę, który posiadał prestiż i wielkie bogactwa, zamienił się w zwykłego mnicha, którego całe życie sprowadzało się do odmawiania Officjum, pracy rolnej, świętej lektury i błagania Boga o przebaczenie. Niezwykła odmiana.

W obliczu mnicha zanikał dawny doża, a w jego miejsce pojawił się święty. Jego renuncjacja została pobłogosławiona, a wyjątkowe łaski popłynęły wartkim strumieniem. Jego cnotliwość była ponadprzeciętna i zwykły mnich wkrótce stał się świętym. Zmarł podziwiany przez wszystkich i wkrótce w jego grobowcu zaczęły dziać się cuda. Kościół kanonizował go niedługo potem.

Św. Orseolo pokazuje nam obraz mnicha jakże odmienny od tego, który rozpowszechniła sentymentalna pobożność. Wedle niej zakonnik jest miękkim, wesołym człowiekiem, prowadzącym spokojne życie pozbawione poważnych zmartwień; przed śmiercią wpada w ekstazę, rozumianą jako ostatnią uciechę na tym świecie. To nieprawda.

Ostatnie chwile życia św. Orseolo udowadniają, że jest wręcz odwrotnie. Przyniósł on bowiem do klasztoru ducha walki. Zamiast zmagać się z piratami i wrogami politycznymi, rozpoczął nową i o wiele trudniejszą batalię przeciw samemu sobie. Człowiek, który potrafił się ujarzmić w istocie musi być niezwykle energiczny, gdyż o wiele trudniej powiedzieć „nie” sobie samemu niż innym. Prawdziwy święty jest bohaterem. Musi bowiem praktykować wszystkie cnoty w stopniu heroicznym. Każdy święty jest więc bohaterem, lecz nie każdy bohater jest święty, gdyż nie we wszystkich aspektach osiąga heroizm.

To jest krótki komentarz do niezwykłego życia św. Piotra Orseolo. Historii przekazał Adriatyk wolny od piratów i odbudowaną Wenecję. Zostawił jednak o wiele więcej: przykład prawdziwej świętości. Módlmy się do św. Piotra Orseolo, aby wyprosił dla nas łaskę odwagi, którą wykazał się w pierwszej części swego życia, abyśmy mogli zmierzyć się z wrogami Kościoła; a także odwagi z drugiej części jego życia, abyśmy dzielnie walczyć z naszą własną naturą i jej grzechami.

Prof. Plinio Corrêa de Oliveira

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s