Czego chcemy

We wrześniu 1880 r. odbyła się w Rzymie manifestacja na cześć rewolucjonistki Ludwiki Michel. Jeden z wolnomularzy miał mowę, sławiącą Lucyfera, chorążego modernistycznych idei. Ktoś z tłumu zawołał: „Evviva Satana! Niech żyje szatan!” Pięć tysięcy głosów powtórzyło: „Nie ma Boga! Niech żyje diabeł!”. Noszono przez całe lata w Genui podczas uroczystości Mazziniego czarną chorągiew z obrazem Lucyfera. Prezydent antyklerykalnego koła, idąc za sztandarem, oświadczył: „Naszym celem jest zatknąć chorągiew szatana na wszystkich kościołach i na Watykanie. Przyjdzie dzień, gdy książę tego świata, pan nasz, zatryumfuje nad Chrystusem, i jako prawdziwy Bóg czczony będzie”. A więc satanokracja – panowanie diabła!

My głosimy teokrację, panowanie Chrystusa i Boga! Chrystus jest drogą. Mówimy „drogą”, a nie jedną z wielu dróg. Jest tylko jedna droga. Chrystus jest prawdą. Powtarzamy „prawdą”, nie jedną z wielu prawd. Chrystus jest życiem. To są trzy podstawowe prawdy katolicyzmu.

Św. Paweł w liście do Filipian taki stąd wyciąga wniosek: Bóg dał Chrystusowi imię, które jest nad wszelkie imiona; na ziemi i pod ziemią. A więc panowanie nad światem i jedynowładztwo! Teokracja! Wszyscy na kolana przed Chrystusem Królem!

Tego nie znosi duch modernizmu, który poza tym zwie się tolerancją. Wszystkie grzechy będą wam darowane, może nawet to, że zwiecie się katolikami, że w niedzielę chodzicie na mszę. Ale stańcie tylko przed fabrykami, bankami, redakcjami, ratuszami i parlamentami z wezwaniem: Na kolana przed Chrystusem! Wtedy z wściekłością przeklinać będą waszą teokrację.

Teokracja, tzn. powszechne, nieograniczone panowanie Syna Bożego w całym wszechświecie, a więc i na ziemskim globie – jest to najbardziej niemodernistyczne, nieliberalne, a zarazem najkonieczniejsze, najbardziej katolickie, co mamy do głoszenia z ambon i w prasie. Rozumiemy, dlaczego żydzi w to nie wierzą. Ale fakt, że katolicy widzą w tym mrzonki głów nierealnych świadczy, jak bardzo zbladła idea chrystianizmu u tak zwanych chrześcijan.

My jesteśmy teokratami. Wyjaśniamy od razu, co przez to rozumiemy. Dla nas teokracja to panowanie nad światem i jedynowładztwo Syna Bożego. Po tym, co słyszeliśmy w noc wigilijną panowanie nad światem i jedynowładztwo Chrystusa samo się przez się rozumie: Chrystus jest Bogiem. Wszystko przez Niego się stało, wszystko powstało z Jego woli. Tak napisano w księgach świętych. To czytamy u św. Jana w rozdziale pierwszym: Chrystus jest Stwórcą wszechrzeczy.

Dla ludzi myślących wszystko dalsze jest jasne. Stwórca wszechrzeczy jest ich właścicielem. Właściciel wszechrzeczy jest ich panem. Pan wszechrzeczy jest panem wszechświata; jedynowładcą, a więc teokracja Jezusa Syna Bożego! Wszyscy przed nią na kolana!

W Psalmie II mamy obraz chrześcijańskiej teokracji. Pan rzekł do mnie: Ty jesteś mym Synem. Jam ciebie dziś zrodził. Żądaj ode mnie, a dam ci pogany dziedzictwo twoje, a posiadłość twą kraje ziemi. Będziesz je rządził laską żelazną, a jako naczynie garncarskie pokruszysz je. a teraz, królowie, rozumiejcie; ćwiczcie się, którzy sądzicie ziemię. Służcie Panu w bojaźni; a radujcie się Mu z drżeniem. Chwyćcie się nauki, by się kiedyś nie rozgniewał Pan, i byście nie poginęli z droi sprawiedliwej.

Słowa jasne. Jeżeli jednym wyrazem chce się określić stosunek religii do polityki, to tym wyrazem może być tylko – teokracja. Dziś nie inaczej. Nie demokracja, tylko teokracja. Nie panowanie ludu, tylko panowanie Boga. Prawo Jezusa, Syna Bożego, jest prawem nad prawami, najwyższą zasadą prawodawstwa dla wszystkich państw, normą wszystkich rządów, wszystkich ciał ustawodawczych, począwszy od roku 33, Chrystus Król Królów, Cesarz wszystkich cesarzy! Suwerenność Jezusa musi być bezwzględnie ogłoszona. I to jest najbardziej naglący z wszystkich postulatów religijnych, politycznych i socjalnych.

Przypominamy Syllabus. Co to jest Syllabus? Jest to wykaz fałszów modernistycznych, potępionych w r. 1864 przez Piusa IX. Papież potępił szczególnie polityczne fałsze liberalizmu, np. naukę modernistyczną o wolność sumienia, bezwyznaniowości państwa, suwerenności ludu. Starzy ludzie umieją jeszcze opowiadać o burzach, które szły przez świat po ogłoszeniu Syllabusa. Glob ziemski słuchał i zdumiał się, gdy usłyszał, że jest liberalnym.

A jednak to sprawa bardzo prosta. Pius IX powiedział właściwie tylko to: Chrystus jest kamieniem węgielnym społeczności ludzkiej. Chrystus posiada boskie prawo panującego nad rodzajem ludzkim. To jego prawo panującego nie jest przemijające. Prawa Boże są ponad prawami ludzkimi. Wobec Chrystusa nie można powoływać się na ten lub ów artykuł konstytucji. Jest szaleństwem domagać się od Boga wolności sumienia, wolności religii, nabożeństw, słowa, zgromadzeń i prasy. Wobec Wszechmocy, odwiecznej mądrości, sprawiedliwości i miłości nie istnieją w ogóle żadne prawa, są tylko obowiązki. To rozumie każdy, któremu nowoczesny liberalizm nie odebrał resztek zdrowego rozumu.

Stworzenie może urządzić rewolucję, podnieść bunt, dopuścić się grzechu, ale budować prawo na grzechu to postawić człowieka ponad Boga, a Boga poniżej człowieka. Takie postawienie człowieka ponad Boga, a Boga poniżej człowieka jest rzeczywistym zdetronizowaniem najwyższej Istoty. Wiemy, że rewolucja francuska ustawą parlamentu wyraźnie zdetronizowała Boga. Wiemy, że wówczas nie chodziło o zniesienie monarchii króla, ile o usunięcie monarchii Boga. Historia dziewiętnastego stulecia, która jest właściwie historią liberalizmu, była dalszym ciągiem tej ustawy parlamentarnej i jej rozszerzenia się na cały świat drogą faktów.

Dziś Królestwo boskie Chrystusa jest nieznane.

Pascal słusznie zauważył: najdotkliwsze prześladowanie polega na przemilczeniu. Jeżeli doprowadzi się do tego, że nikt nie mówi już o danej osobie, to prędzej się ją tym pogrzebie, niż najgorszym prześladowaniem. Tą metodą zniesiono społeczne Królestwo Chrystusa.

Gdzie dziś wśród ludzi czołowych mówi się serio o społecznym królestwie Chrystusa? Czy mówi się o nim wśród uczonych, kupców, polityków? Ta nowoczesna bezwyznaniowość we wszystkich dziedzinach życia publicznego jest największym i najradykalniejszym prześladowaniem Chrystusa w historii, bardziej szatańskim niż męka Wielkopiątkowa.

W kołach wyższych nie mówi się już o Jezusie, bo nikt nie chce narażać się na przekleństwo śmieszności, któremu podpada każdy, wysławiający kogoś, co ani w polityce, ani w nauce, ani w pracy codziennej, a wkrótce i w dobroczynności nie gra żadnej roli.

My głosimy teokrację Chrystusa, panowanie Jezusa nad wszystkimi narodami i wszystkimi ludźmi nie tylko na podstawie Jego boskości, ale również na podstawie Jego odkupienia. Odkupienie jest osią dziejów świata. Prędzej wyobrazić sobie możemy koło bez środka, niż historię świata bez Chrystusa. Żaden inny fundament założony być nie może.

Byliśmy dziećmi gniewu. Służyliśmy Bogu w grzechu. Chrystus odkupił nas z mocy zła, by nas oddać w ręce ojcowskiej miłości Boga. Wiecie, że odkupieni jesteście nie przemijającym złotem i srebrem, ale bezcenną Krwią Chrystusa, Baranka bez zmazy. Jesteście własnością Tego, który was odkupił. Należycie do Chrystusa Pana. Te dwa słowa nie mogą i nie powinny być rozdzielone. One należą do siebie: Chrystus Pan. Haeres universorum, mówi św. Paweł – dziedzic świata. Nic nie jest bardziej uzasadnione jak te prawa Ukrzyżowanego.

Gdyby rzucić pytanie, czy nad światem ma panować potęga tyranów, przebiegłość polityków, pieniądze miliarderów czy miłość Baranka, bez wątpienia zdecydowalibyśmy się wszyscy na imperializm miłości.

Jeżeli więc tron świata z prawa należy się temu, który go najwięcej ukochał, to bez kwestii należy się Jezusowi. Głosimy teokrację przyjaciela grzeszników, przyjaciela dzieci, przyjaciela ubogich i chorych, boskiego Dzieciątka z Betlejem, męża boleści z Golgoty. Żądamy, aby On panował.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że obecnie w tę teokrację Zbawiciela – tak naprawdę – wierzy zaledwie kilka cichych dusz w kraju. Ogółowi ta myśl wydaje się niepojęta i niewykonalna. Miłość Zbawiciela nie jest uznana za mocarstwo ani w polityce, ani w życiu gospodarczym narodów. Wizerunek, a jeszcze więcej duch Ukrzyżowanego znika coraz bardziej z ratuszów, szkół, sal sadowych i warsztatów pracy. Gdyby przyszedł dziki z afrykańskiej puszczy do naszych miast wielkich i pytał o chrześcijaństwo, z trudem zdołano by mu je pokazać poza kościołami i ogniskami rodzinnymi. W życiu publicznym nie ma ducha chrześcijańskiego. Jezus jest królem bez berła, cesarzem bez ziemi.

Przed 30 laty wprowadzono na Stolicę Apostolską dziecię ongiś wieśniacze. Wstąpił i pisał: Omnia instatuare in Christo! Wszystko odnowić w Chrystusie! Co to było? Ogłoszenie teokracji Chrystusa. Wszelkie ludzkie poczynania, jakiekolwiek by były, muszą mieć ducha Chrystusowego i kościelnego. Chrystus jest duszą wszystkich rzeczy. Chrystus jest powietrzem, którym oddychamy. Chrystus jest wszystkim! Nie ma innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

My nie żądamy, aby papieże byli cesarzami, panującymi nad światem, biskupi książętami, proboszcze burmistrzami. My tylko chcemy, aby kapłan-Chrystus stal na czele społeczności ludzkiej, na czele politycznego i socjalnego porządku. Ewangelia jest podstawą publicznego życia! Wszystko, co czynimy, czyńmy w Duchu Chrystusowym. Niech wszystko pochodzi z wiary! Wszystko, bo jesteśmy katolikami!

Inni przy każdej sposobności zaznaczają, że są demokratami, bo tak wymaga postęp. My zaś przy każdej sposobności wyznawajmy, że jesteśmy teokratami. Dzieciństwem byłoby oczekiwać uzdrowienia świata od demokracji i panowania ludzi. Rozum wskazuje, że uzdrowienie może nam tylko dać teokracja, tj. panowanie Wszechmocnego. Kto dobrze życzy ludzkości, ten modli się i pracuje dla najwznioślejszego ze wszystkich ideałów, nad zburzeniem modernistycznego satanizmu i zaprowadzeniem teokracji katolickiej. Królowanie Chrystusa Boga-kapłana na ziemi.

Wszyscy prawdziwi reformatorzy, według wyrażenia angielskiego kapłana, dążyli do teokracji. Ja dodam: Wszyscy prawdziwi chrześcijanie mają w naturze coś kapłańskiego i dążą do teokracji Chrystusa. Słowa w liście do Filipian muszą stać się jeszcze raz pełną prawdą: wszelkie kolano ma się ugiąć na ziemi, w niebie i pod zimeią. Albo, co na to samo wychodzi: chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

 

Ks. prałat Robert Mäder, 1929
„Jestem katolikiem! Rozważania antyliberalne”

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s